Creality K2 Pro Combo – recenzja drukarki 3D z systemem wielokolorowym
Creality K2 Pro Combo to drukarka 3D plasująca się w środku oferty serii K2 – zarówno pod względem możliwości, jak i ceny. Stoi pomiędzy bazowym K2 a największym K2 Plus. Czy to oznacza, że jest złotym środkiem? Niekoniecznie – ale po ponad 280 godzinach użytkowania mam wyrobione zdanie, którym chcę się z wami podzielić.
Specyfikacja i pierwsze wrażenia
Największym wyróżnikiem tej drukarki jest pole robocze 300 × 300 × 300 mm. To realnie ogromna różnica w stosunku do standardowych 250–256 mm, które oferuje większość konkurentów. Przy druku wsadowym wielu elementów naraz, przy większych projektach czy po prostu przy modelach, które nie mieszczą się na typowym stole – te dodatkowe centymetry mają znaczenie.
Drukarka wyposażona jest w silniki krokowe servo na osiach XY i ekstruderze, hotend grzeje się do 300°C, stół do 110°C, a komora aktywnie do 60°C. Prędkość maksymalna to 600 mm/s przy przyspieszeniu 20 000 mm/s². Całość waży 24 kg, przyjechała do mnie na palecie i od razu czuć, że mamy do czynienia z solidnym sprzętem. Szkielet aluminium, obudowa z plastiku, ale szyby – prawdziwe szkło, nie plastik. Czterocarowy kolorowy ekran dotykowy wygląda nowocześnie i przyjemnie się z niego korzysta.
W zestawie Combo drukarka jest dostarczana z modułem CFS – odpowiednikiem AMS-a od Bambu Lab czy ACE Pro z Kobry. Do CFS ładujemy cztery rolki filamentu i możemy automatycznie zmieniać materiał lub kolor podczas druku. Warto wiedzieć, że CFS jest zasilany bezpośrednio z drukarki – nie potrzebuje osobnego zasilacza, co jest miłym usprawnieniem. Z drugiej strony oznacza to brak funkcji suszenia filamentu w module, co trzeba mieć z tyłu głowy.
Kalibracja i codzienna praca
Pierwsza kalibracja po uruchomieniu przebiega w pełni automatycznie. Drukarka wykonuje autopoziomowanie, input shaping i kalibrację flow – a robi to przy pomocy kamery zamontowanej na hotendzie, która z góry zerka na dyszę i wykonuje automatyczne pomiary. Brzmi futurystycznie i w zasadzie działa. Przez całe 280 godzin użytkowania ani razu nie korygowałem ręcznie Z-offsetu, nie poziomowałem stołu, nie bawiłem się flow dla żadnego filamentu. To duży plus, szczególnie dla osób, które chcą po prostu drukować, a nie konfigurować.
CFS sprawuje się bardzo dobrze przy ładowaniu, wyładowywaniu i podmianie filamentu w trakcie druku. Rurki PTFE są elastyczne, dopasowują się i dobrze prowadzą nitkę – bez problemów z trafieniem pod złym kątem, które zdarzały mi się w Cobrze S1. Moduł daje też możliwość podłączenia kilku CFS-ów naraz – można więc drukować z nawet 16 kolorów jednocześnie.
Jakość wydruków
PLA i PETG wychodzą bez niespodzianek – warstwy dobrze się łączą, minimalne artefakty VFA, profile domyślne z Creality Print działają dobrze bez dodatkowej kalibracji. Wydruki spokojnie można sprzedać – jakość jest naprawdę dobra.
ABS z aktywną komorą ustawioną na 55°C zdał egzamin. Model drukowany po przekątnej stołu – zawsze wymagający test – podwinął się minimalnie. Komora zrobiła swoje. TPU drukowałem z pominięciem CFS-a, bezpośrednio do ekstrudera, co jest właściwym podejściem dla elastycznych materiałów. Uchwyt do GPS-a w dronie FPV wyszedł idealnie – bez strungowania, dobra adhezja, czyste oderwanie od stołu. PA-CF (poliamid z włóknem węglowym) również bez zarzutów – warstwy połączyły się perfekcyjnie, a materiał na pierwszy rzut oka nie przypomina wydruku 3D.
Druk wielokolorowy to bomba. Zmiana filamentu nie odbiega długością od innych systemów tego typu. Kolory są dobrze odcięte, nie mieszają się. Warto jednak pamiętać, że systemy typu CFS/AMS generują sporo odpadu na płukanie dyszy – wydruk ważący 50 g może produkować 240–260 g odpadu. Tak działa ta technologia wszędzie, nie tylko tu.
Szczególnie warta uwagi jest możliwość drukowania podpór z innego materiału niż model. Ostatnie dwie warstwy podpory z PETGG przy modelu z PLA sprawia, że podpora praktycznie sama odpada, zostawiając estetyczną powierzchnię. To potrafi przekonać do drukarki wielokolorowej nawet kogoś, kto nie drukuje kolorowych figurek.
Slicer i oprogramowanie
Creality Print bazuje na tym samym silniku co Orca czy Bambu Studio. Ustawienia druku umieszczono po prawej stronie, co na początku jest nieintuicyjne, ale da się do tego przyzwyczaić. Slicer tnie, wysyła druki bezprzewodowo, pozwala podglądać drukarkę na żywo, zarządzać filamentami i importować projekty z Maker World. Jest też zakładka Creality Cloud jako alternatywa. Jedyna usterka – podgląd kamery w slicerze czasem się nie ładuje i trzeba restart aplikacji. Drobnostka.
Wady
Największy problem, z jakim się spotkałem, to zatkany hotend. Kilkukrotnie przy mieszaniu różnych materiałów bez wymiany dyszy dochodziło do kloga. Raz skończyło się oderwaniem grotu dyszy podczas próby przepychania – musiałem czekać dwa dni na nową. To istotna wada dla kogoś, kto drukuje intensywnie i nie chce co chwilę wymieniać dyszy przy zmianie materiału. Pozostałe drukarki, które testowałem – Qidi Q2, Centauri Carbon, Kobra S1 – były pod tym względem bardziej odporne. Jeśli miałbym ocenić niezawodność w skali 1–10, K2 Pro dostaje 6/10. Qidi Q2 dostaje 10/10.
Dla kogo?
W cenie ~4500 zł w polskich sklepach K2 Pro Combo ma jeden konkretny argument: pole robocze 300 mm. Jeśli go potrzebujesz – warto rozważyć zakup, bo to solidny, rozbudowany sprzęt z aktywnie grzaną komorą i szerokim wachlarzem obsługiwanych materiałów. Jeśli 270 mm ci wystarczy – polecam Qidi Q2, które moim zdaniem bije konkurencję do 5000 zł.
Kupisz ją tutaj: https://www.geekbuying.com/go/AelTE1NY a świeżego kodu możesz poszukać na https://gbpromo.net/pl/ poniżej masz też recenzję w formie wideo.
English
Polski
Deutsch
Nederlands
Čeština